To co powiesz może zmienić świat czyli jak się efektywnie komunikować?

Pewnego pięknego, typowo listopadowego polskiego wtorku, kiedy całe miasto stoi a rzeczy nieożywione odmawiają posłuszeństwa, postanowiłyśmy z moja przyjaciółką wybrać się do kina. Taki miły babski wieczór – jedna z nas bolała głowa, drugiej zepsuł się telefon, generalnie wyjechałyśmy trochę późno i tak postanowiłyśmy trochę porozmawiać w ciepłym aucie i w uroczym popołudniowym korku.

Rozmawiałyśmy o tym jak wkurzające jest to kiedy podczas rozmowy ktoś wyciąga telefon i zerka na niego co jaki czas, i wydawać by się mogło ze zgadzałyśmy się do co do tej kwestii no ale jak się okazało – chyba jednak nie. Troszkę nasz ton rozmowy wszedł na wyższe oktawy i tak od słowa do słowa doszło do małej sprzeczki – a że korek, ból głowy i jakiś metr kwadratowy przestrzeni – nie pomagały każda z nas zaczęła strzelać do siebie argumentami i nie bardzo przyswajała racje drugiej strony. Obmurowałyśmy się na swoim stanowisku – każda z nosem w inna stronę i nie zapowiadało się ze któraś z nas zmieni zdanie, a miał to być taki miły i przyjemny wieczór w kinie.

Zrobiłyśmy chwilowy postój po drodze, i ta chwilowa zmiana chyba nam pomogła. Kiedy moja przyjaciółka wróciła do samochodu każda z nas już chyba o tej sprawie myślała trochę inaczej, wiedziałyśmy obie ze dla dobra naszego wyjścia do kina dobrze by było jednak dojść do porozumienia. Przecież się przyjaźniłyśmy i znałyśmy długie intensywne lata. Każda wysłuchała drugiej strony i atmosfera trochę się nam rozluźniła.Znamy sie nie od dziś i wiemy w jaki sposób się pogodzić.

Ale czy można było tego uniknąć ?

Czy mogłyśmy do tego nie dopuścić? Szczególnie ja – jako przyszły psycholog – czy nie powinnam włączyć tych swoich narzędzi psychologicznych i jej porostu wysłuchać. I czy o to chodzi? Czy komunikacja to umiejętność czy coś jeszcze?

Moja mama jest mi jedna z najbliższych osób na świecie, ale jak to matka i córka mamy na pewne rzeczy rożne opinie.

Często rozmawiając patrzyłyśmy na pewne sprawy w tak rożny sposób – ze zastanawiałam się czasami czy mnie przypadkiem gdzieś kiedyś nie podmienili w jakimś szpitalu albo coś?

Zupełnie nie potrafiłam zrozumieć jej niektórych opinii, pewnie ona miała dokładnie takie same odczucie. Tak czasem w myślach – przewracałam oczami-  i tylko czekałam żeby jej wyjaśnić z wyżyn swojej własnej cudowności – ze jest w absolutnym błędzie, ale JA jej to wszystko wyjaśnię, JA jej to wyjaśnię tak ze ZROZUMIE – no przecież jestem ”prawiepsychologiem”. Ale jakoś nie rozumiała.

Pewnego zimowego wieczoru – gdy zaczęłyśmy rozmawiać na temat dosyć mocno drażliwy dla nas obu a ja już miałam – w głowie zacząć ziewać i planować co by tu zrobić na kolacje…Jak widać nie bardzo moja mamę słuchałam uważnie i byłam raczej mało obecna a obecność, można by powiedzieć najważniejsza jest w komunikacji, i dotyczy to absolutnie wszystkiego – całej komunikacji. I tej werbalnej i tej niewerbalnej. Ale tez zwracanie uwagi na potrzeby bo jak to mawiał Rosenberg- “ żeby rozumieć potrzeby innych, najpierw zrozum swoje potrzeby”

I tak naprawdę chyba od tego należy zacząć.

Jedna z pierwszych rzeczy które sama zaczęłam stosować, i co zawdzięczam tez podcastowi Dominika Juszczyka, było pewne ćwiczenie.

  • codziennie wieczorem opisując jakaś historie która zdarzyła mi się w ciągu dnia, rozkładałam je na czynniki jak przykazał Rosenberg,czyli : Spostrzeżenie – Emocje – Potrzeby. I Prośby jeżeli kierujemy je do kogoś.
  • spostrzeżeniem w rozmowie z moja mama  był temat drażliwy – mój samotny wyjazd w Bieszczady- to jest spostrzeżenie. Zazwyczaj pojawia się ocena -” Boszee znowu to będziemy wałkować, przecież mam trzydzieści parę lat, podróżowałam i pracowałam w paru krajach a ona nadal uważa ze  jestem małą dziewczynką która nie umie o siebie zadbać”- to była ocena. Zostajemy przy spostrzeżeniu – a jest nim “rozmawiamy o Bieszczadach” – trudno oddzielić opinie od spostrzeżeń. Dla mnie było to bardzo trudne. Ale można się tego nauczyć, tylko potrzeba czasu i regularności.
  • emocje: Tak, złość, zdecydowanie się złościłam, i irytowałam no bo bez przesady, prawie cztery dychy na karku a ona ciągle to samo że ”ubierz czapkę – zimno jest”, ślisko jest – uważaj na drodze” “tak jedz, pewnie – niech cie zaciukają jakieś Janosiki w tych Bieszczadach mało to w telewizji pokazują….” no ile można. Warto poszukać jakie emocje za tym stoją. 
  • potrzeba: potrzeba zaufania, potrzeba wsparcia, potrzeba docenienia. 
  • to były moje potrzeby, potrzeba zrozumienia tego ze chce pobyć sama ze sobą w otoczeniu niczym nie zmąconej natury.

To  były wszystkie moje potrzeby które chciałam zaspokoić, a mogłam je zaspokoić przez usłyszenie – Kochanie wiesz ze się martwię o Ciebie, ale jak musisz tam jechać to jedź.

Tylko ja tez nie bardzo dawałam jej szanse na to, w tym wszystkim nie zwróciłam uwagi na jej potrzeby na to ze się o mnie martwi, bo jest moja mama i nikt inny jak ona nie będzie się martwił. Myślałam o tym co zrobię na kolacje i w sumie książkę chciałam skończyć, a ona do mnie mówiła ze przecież chciałabym żebym była bezpieczna i żebym wróciła do niej cala i zdrowa. Bo mnie nie było wtedy, byłam w swojej głowie, a to nie to samo co obecność.

Bo w tym wszystkim chodzi o bycie, prawdziwe, szczere bycie tu i teraz, o obecność, o wysłuchanie takie prawdziwe i zaangażowane. Nie ze parafraza i odzwierciedlenie, ale o taką chęć, potrzebę zrozumienia prawdziwego. Bo oceniając na wstępie nigdy nie zrozumie się naprawdę. Nie usłyszy, a kiedy naprawdę usłyszysz – to naprawdę zrozumiesz-  a potem najpewniej zostaniesz wysłuchany. Bo dać prawdziwe zrozumienie to jak “dotknąć duszy drugiej ludzkiej istoty, to jakby stąpać po oświeconej ziemi”. I tak właśnie miałam z moja mama tamtego wieczoru. I nigdy tego nie zapomnę.

Czuje delikatne uderzenie a za chwile szmer rozlegających się rozmów. I  pierwsze oklaski. I też klaszcze, zawsze klaszcze pomimo tego ze inni uważają to za nieco “polaczkowate” a holenderski sąsiad spogląda na mnie z krzywym uśmieszkiem i prawie widzę jak w myślach przewraca oczami. A ja zawsze jestem wdzięczna ze wylądowaliśmy. Pomimo tak wielu lotów, jestem wdzięczna ze jednak doleciałam. Bo przecież nie musiałam.

Słyszę rozmowy, kliknięcia odpinanych pasów i już się zastanawiam jak ja sobie dam rade z ta walizka cięższa niż ja sama  – tak żeby nie zablokować całego przejścia wszystkim tym którzy przecież spiesza się do domów. I tak pogrążona w myślach, słyszę “ czy możne pomoc Pani z ta walizka” i wiem ze jestem w domu. W Polsce.

Uwielbiam taką zwykłą ludzka życzliwość, i że Pan przed  Panią drzwi otworzy, a Pani podziękuje pięknym uśmiechem i ze tez jak ten Pan z samolotu pomoże z czymś ciężkim, a ja wtedy będę czuła ogromną wdzięczność że oszczędzono mi zażenowania ze spadającą na głowy sąsiadów walizka. I choć taka moja Zosio-samosiowatość jest chyba podstawa mojego życia to jednak za każdym razem bardzo się uśmiecham – najpiękniej jak umiem kiedy miły nieznajomy Pan przepuści mnie w drzwiach albo Pani z biura chce się poszukać tego dokumentu – a przecież nie musiała by tego wcale robić, albo miłej dziewczynie z biblioteki przez przypadek kliknęło się kolejne trochę nadprogramowe przedłużenie mojej książki której wciąż skończyć nie mogę. Bardzo cenię sobie taką życzliwość i uprzejmość i chęć współpracy wśród ludzi.

Kiedy widzimy kogoś pierwszy raz – zupełnie nieświadomie – umieszczamy go w przegródce –  przyjaciel albo ktoś nie do końca o dobrych zamiarach. Zastanawiamy się czy zostaniemy polubieni czy tez nie. Czy będzie nam życzliwy czy tez wręcz przeciwnie.

Czasami spotykamy osobę która wydawać by się mogła najbardziej oświeconą osoba na świecie, i słów tak strasznie wyrafinowanych i złożonych używa że przytakujesz z udawanym zrozumieniem w oczach a w głowie przeglądasz półkę z książkami – gdzie ten Słownik Języka Polskiego leży noo?A czasem spotykasz taką osobę dla której jesteś najważniejszym człowiekiem w pomieszczeniu, nikt i nic innego się nie liczy.

Którą z tych osób chciałbyś poznać?

No właśnie, a co takie osoby maja specjalnego ze jak z nimi rozmawiasz to tak skupiają się na tobie ze jak by przez chwile nie było nic poza Tobą

Pewien Pan Grice’a ułożył parę zasad – maksym konwersacyjnych, pomagają one stać się tą druga osoba z mojej historii.

  • Maksyma Ilości

Gada, i gada i gada i gada, a ty przecież tylko zapytałaś która godzina jest  i już nowy dywan w salonie obleciał i ze młody miał katar ostatnio i kurcze ze zbił reflektor – w tej nowej super szybkiej maszynie co przecież ostatnio kupił, no wiesz ona wyciąga 250 na godzinę, wiesz bo jechał tyle jak wracał z rodzina z wakacji  Francji , ach ta Francja tyle słońca nie to co w Polsce bo we Francji to Polacy to tacy okropni, zachować się nie umieją, bo wiesz jak siedziałem przy pysznej kawusi w w kawiarni gdzie słońce oblewało me skromne lico… Znamy to, pewnie trochę znamy.

Ta maksyma właśnie o tym mówi – mówimy na temat – czyli przekazujemy tyle informacji ile trzeba. Nie więcej. W tym wypadku wystarczyłoby -jest 16.30. I już.

  • Maksyma Jakości

…bo wiesz co, ja ostatnio czytałem w internetach ze kobieta w ciąży to może jeden kieliszek wina wypić i przecież się nic nie stanie. A jeżeli chodzi o palenie to lepiej żeby matka rzucała stopniowo, powoli bo przecież jak rzuci tak od razu to może to być szok dla dziecka a ten szok bardziej mu grozi niż jakiś tam papierosek.

Mówimy prawdę – a prawda to także sprawdzone informacje, czyli takie które ty sprawdziłeś a i to w raczej naukowych do tego przeznaczonych miejscach. Nie, Google nie jest tym naukowym miejscem. Google ma swój  algorytm który wyrzuci na twoje zapytanie mnóstwo informacji ale niekoniecznie naukowych i sprawdzonych. Wiec trzeba być uważnym na takie informacje. Za to Google Scholar już tak, chętnie podzieli się bardziej sprawdzonymi wiadomościami.

Unikamy powtarzania półprawd i nieprawdy a staramy się mówić prawdę. Niby takie proste a jednak nie łatwe.

  • Maksyma sposobu

…ekstrapolując na ogół populacji dany moderator wskazuje na brak linearności i temporalności – co na ten temat sadzi mój interlokutor – powiedział to patrząc na mnie. Taaaak, no cóż, hmm zgadzam się z przedmówca – przytaknęłam. Ale że o czym my tutaj, niby, że jak?

No właśnie prostota, zwięzłość, i uporządkowanie. Mam wrażenie że ta reguła szczególnie mocno odnosi się do naukowców, samej mi się zdarzyło nadużywać naukowego języka w rozmowie, żeby poczuć tą moją cudowną wyjątkowość i unoszącą mnie w nimbie glorii i chwały mą mądrość obezwładniającą. Ale jak mawia klasyk – im prościej potrafisz mówić o skomplikowanych rzeczach tym sam je lepiej rozumiesz.

  • Maksyma Relewancji – “związane z tematem”

… no i wyobraź sobie ze w końcu wzięłam ta białą sukienkę, nie wiem sama, czy biały to odpowiedni kolor, to będzie ważna konferencja? Co myślisz?

Hmm no chyba ok, bo ja w sumie miałam podobnie jak ty – kupiłam różową bluzkę i tez się zastanawiałam czy jest ładna, ale w sumie pasuje mi to tych różowych dresów co na siłkę noszę, wiec ją zostawiłam. Hmmmm, ok, dzięki za pomoc:)

Mówimy na temat, nie mówimy nie na temat, mówimy rzeczy dotyczące poruszanej dyskusji.

A poza tym?

  • warto traktować swojego rozmówcę z szacunkiem i okazywać mu zrozumienie,
  • warto tez unikać plotkowania o innych i być dyskretnym, staramy się nie mówić źle o nieobecnych  i nie powtarzamy informacji na temat innych osób.
  • starajmy się chwalić i doceniać,
  • i zachowujmy się odpowiednio do sytuacji czyli w sposób akceptowalny dla otoczenia.

Banały można by rzec ale jednak nie. Często o nich zapominamy. Mnie samej zdarza się mówić nie na temat. Zdarza mi się nie sprawdzić informacji, zdarza mi się powtarzać informacje zasłyszane i nie sprawdzone a także zdarzyło mi się rozmawiać na temat innych osób i tez tych nie obecnych. Jesteśmy tylko ludźmi i popełnimy błędy ale warto się poprawiać chociaż odrobinę, mala odrobina każdego dnia to po 365 będzie już całkiem poważna zmiana.

Ok ale to jeszcze nie koniec… A co z mową ciała, ubraniem i w ogóle ogólną postawą? A to Moje Drogie Misie w kolejnym odcinku.